Długo oczekiwane wybory prezydenckie w DR Konga odbędą się 23 grudnia 2018 r.

Okupione ludzką krwią, wewnętrznymi konfliktami i rozkładem państwa rządy 46 letniego Kongijczyka mogą się skończyć. Mogą, ale nie muszą i niekoniecznie oznaczać będą nowy etap w historii tego ogromnego obszarowo kraju, obfitującego w unikatowe bogactwa naturalne, ale jednocześnie jednego z najuboższych, najbardziej wyniszczonych przez wojny i konflikty narodu Afryki.

Odraczanie wyborów prezydenckich miało zgubne skutki dla całego kraju, ale nie dla Kabili, który mógł pozostać w fotelu głowy państwa dwa lata dłużej niż przewiduje ustawa zasadnicza. Druga i zarazem ostatnia kadencja ustępującego prezydenta upłynęła 20 grudnia 2016 r. Rząd Kabili dopuszczał się jaskrawego łamania zasad konstytucji wywołując sprzeciw społeczeństwa kongijskiego. Kabila dążył do zmiany zasadniczej ustawy tak, aby mógł po raz trzeci startować w wyborach prezydenckich.

Roli negocjatora w rozmowach pomiędzy opozycją a rządem podjęli się kongijscy biskupi. 31 grudnia 2016 r. podpisano Umowy Sylwestrowe, na mocy których Kabila pozostał na swoim stanowisku do czasu rozpisania nowych wyborów prezydenckich. Powołany Rząd Jedności Narodowej, będący pod znaczącym wpływem Kabili miał je zorganizować w jak najszybszym czasie.

Umowy Sylwestrowe nie zostały jednak w pełni zrealizowane. Biskupi kongijscy wycofali się z roli negocjatorów, uzasadniając swoją decyzję brakiem troski o dobro wspólne ze strony głównych aktorów sceny politycznej w kraju.

Kongijczycy natomiast wyszli na ulice w proteście wobec bezprawia. Napotkali na zbrojny opór sił rządowych. Byli zabici i ranni.

Kandydat Kabili

Pięć minut przed 12, czyli krótko przed ogłoszeniem kandydatów rzecznik rządu Kabili rozwiał wątpliwości Kongijczyków: Emmanuel Ramazani Shadary z partii Josepha Kabili PPRD, „będzie reprezentował naszą polityczną rodzinę w wyborach prezydenckich”, poinformował Lambert Mende.

Shadary będzie perfekcyjnym następcą Kabili, z Kabilą w tle jako najbardziej wpływowym politykiem, podkreślają obserwatorzy.

Napięcia w Kinszasie

Przez cały dzień w stolicy Konga dało się odczuć napięcie. Setki policjantów otoczyły centralną dyrekcję Kongijskiej Komisji Wyborczej (Ceni), pod którą od rana zgromadził się tłum zwolenników przewodniczącego największej partii opozycyjnej Konga Feliksa Tshisekedi, towarzyszący swojemu pomazańcowi do siedziby CENI. Po drodze potraktowany łzawiącym gazem z armatek policji Josepha Kabili.

„Nie chcemy wojny, chcemy po prostu wolnych, uczciwych wyborów, mówi przedstawiciel UDPS. „Komisja wyborcza musi dać gwarancję, że my jako naród mamy wpływ na to, kto będzie naszym prezydentem i że wybory nie będą zmanipulowane przez obecnego prezydenta”, mówią zwolennicy opozycji. Na twarzach zgromadzonych widać złość i frustrację, „Jeśli Kabila sam, lub jego ludzie, pozostaną u władzy, wtedy CENI będzie odpowiedzialna za krew, jaka popłynie naszymi ulicami”.

Frustracja Kongijczyków jest pokłosiem wieloletniej niepewności, zwodzenia i okłamywania. Nikt nie był pewny, czy Kabila sam wystartuje, czy zgłosi swojego „delegata”.

„Czy będzie wojna?“

„Niepewność jest doskonałym narzędziem sprawowania władzy”, mówi Pomphile Ngoma, profesor wydziału politologicznego Uniwersytetu w Kinszasie. Właśnie dziś dyskutował ze studentami na temat sytuacji w Kongu. Wszyscy byli zgodni: będzie wojna. Starszy mężczyzna przeżył wiele wojen. „Właściwie z natury jestem optymistą. Ale patrząc na realia polityczne, trudno oprzeć się pesymizmowi”.

Ngoma opisuje system polityczny w Kongu jako makiawelistyczny. „Elita próbuje wszystkimi środkami utrzymać się u władzy i mieć dostęp do bogactw kraju. Kiedy przywódcy opozycji nie mają w tej grze żadnych szans, uciekają się do rozwiązania militarnego”.

Przed kilkoma dniami Kabila dokonał reformy armii, umacniając pozycję swoich najbardziej lojalnych generałów. Gdy będzie konieczność uruchomi opcje militarną.

 „Niestety, nie jesteśmy nauczeni kultury pokoju”, mówi student z ruchu praw obywatelskich. „Z Kabilą czy bez – system się nie zmieni. Jego rodzina będzie nadal nami rządziła. Wszystko przesądzone”.

Niektórzy opozycjoniści i obrońcy praw człowieka oceniają kandydaturę Ramazaniego jako pewny znak, że wybory w tym roku się jednak nie odbędą, zamiast tego aparat bezpieczeństwa Kabili może wzniecić nowy konflikt domowy. Tak było w roku ubiegłym, kiedy to w pokojowej prowincji Kasai wybuchła wojna, jedna z najokrutniejszych. Nie wiadomo skąd i dlaczego!. Nowy konflikt wywoła nową falę uchodźców i niepokoje, które będą pretekstem do odłożenia wyborów. Kabila nadal będzie rządził, choć zrezygnował ze stanowiska.

Niepewny los wyborów

Wybory demokratyczne i uczciwe to ideał nieosiągalny dla Kongijczyków. Dobra informacja dla Konga to taka, że wybory w ogóle się odbędą. Gorsza, że jest wiele niejasności i ewidentnych manipulacji. Brakuje warunków logistycznych i technicznych do przeprowadzenia wiarygodnego głosowania, mówią obserwatorzy. Wymieniają koreańskie urządzenia do głosowania, które przez samą Koreę Płd. zostały uznane jako mało wiarygodne i które, aby funkcjonować potrzebują prądu - dobra deficytowego w Kongu oraz umiejętności posługiwania się nimi.

Misjonarze pracujący w Kongu i zrzeszeni w Sieci na rzecz Ratowania Konga wskazują na 6 milionów Kongijczyków bez odcisków palców, którzy nie będą mogli wziąć udziału w wyborach.

Ponadto z listy kandydatów do fotela prezydenckiego Kongijska Komisja Wyborcza usunęła wszystkich kandydatów, którzy byliby zagrożeniem dla Ramazaniego, co wywołało ostry sprzeciw opozycji i może być powodem wzrostu wewnętrznych niepokojów.

Wojna – lukratywny interes

Przed dwoma tygodniami prezydent zreformował armię. Oddanych mu generałów oddelegował do obrony najważniejszych regionów kraju, stolicy i bogatych w złoża miedzi i kobaltu regionów wschodniego Konga. Większość generałów znajduje się na liście zbrodniarzy wojennych. Sam Ramazani też został objęty sankcjami UE I USA.

Wielu obserwatorów twierdzi, iż generałowie Kabili są bardzo aktywni. Chcą jak najlepiej wykorzystać obecną sytuację. Potrzebują wojny, aby pieniądze płynęły do ich kieszeni. To zasadnicza logika systemu Kabili. Wielu z nich już przedziera się na wschód Konga. Tam swoją wojnę prowadzi 150 formacji rebelianckich. A więc doskonałe warunki do wywołania chaosu. Milicje te są celowo zbrojone przez Kinszasę, aby wywołać chaos. Bierni nie pozostają także wykluczeni kandydaci, którzy szukają sojuszników w walce z Kabila poza granicami Konga, min w Rwandzie.

Radość z otwarcia procesu wyborczego może stać się iluzją, jeśli organizacja wyborów nie będzie wiarygodna i przejrzysta, powiedział przewodniczący Konferencji Biskupów Konga, abp. Marcel Utembi Tapa z Kisangani. Zdaniem przewodniczącego CENCO istnieje poważne ryzyko zafałszowania wyborów, a wykluczenie kandydatów może być także czynnikiem szkodliwym dla procesu pokojowego w Kongu.

(Fides, taz) (opr. U. Siniarska)

Obserwuj nas na facebooku

Wpłać darowiznę