KRAJE MISYJNE AFRYKA / Regia Św. Rodziny - Rwanda, Kongo Dem. RWANDA

RWANDA

Polscy misjonarze pallotyńscy rozpoczęli pracę misyjną w Rwandzie w 1973 r. W Kigali, stolicy kraju, podjęli duszpasterstwo w parafii liczącej ponad 20 tys. wiernych. Powołali do życia wydawnictwo wraz z drukarnią „Pallotti Presse”, służąc Kościołowi lokalnemu poprzez apostolstwo słowa drukowanego. Wydawana jest tam w języku kinyarwanda prasa katolicka, książki religijne, modlitewniki, księgi liturgiczne i Pismo Święte.

Oprócz pracy ewangelizacyjnej misjonarze pallotyńscy wnoszą znaczny wkład w szerzenie idei Miłosierdzia Bożego. W Ruhango powstał ośrodek kultu Jezusa Miłosiernego, a w Kabuga Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Duszpasterstwo parafialne realizowane jest w Kinoni i Masace. W Butare funkcjonuje dom formacyjny „Nazareth”, w którym kształcą się pallotyńscy nowicjusze.
Od 2003 r. pallotyni prowadzą sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kibeho – w miejscu pierwszych objawień Matki Bożej na ziemi afrykańskiej. W Kigali działa Centrum Pielgrzyma im. Św. Wincentego Pallottiego, które służy pielgrzymom przybywającym do Sanktuarium Matki Bożej w Kibeho.
Od 1996 r. pallotyni prowadzą Adopcję Serca, dzieło pomocy dzieciom osieroconym na skutek wojen i chorób. Obecnie pomocą duchową i materialną objętych jest ponad 5 500 afrykańskich dzieci.

Pierwsi polscy Pallotyni przybyli do Rwandy 8 VI1973 r. Tak ten moment wspomina jeden z pierwszych misjonarzy nieżyjący już ks. Marian Sobczyk SAC:

"Przyjechaliśmy do Kigali dnia 8 VI 1973 roku. Na lotnisku czekał na nas nuncjusz apostolski, ks. biskup Gahamanyi (...) i kilku księży. Poza duchownymi był jeszcze na lotnisku ambasador belgijski. Od strony więc "protokółu" była to pełna gala. Tutaj też po raz pierwszy tak naprawdę odczuliśmy, co znaczy znajomość języka i jak bariera językowa może zatruć najprzyjemniejsze i najbardziej uroczyste chwile. Przez dwie godziny czekaliśmy na lotnisku, nie wiedząc dlaczego. A przyczyna była prosta. Biskupi nie wzięli odpowiedniego samochodu na nasze bagaże. Posłano dopiero któregoś z księży, by przysłał jakiś większy samochód (...). Pomysł uczenia się języka francuskiego w Rwandzie był dużym nieporozumieniem. Kosztowało nas to sporo upokorzeń i nerwów (...). Od pierwszych chwil byliśmy zdani na samych siebie. Muszę jednak przyznać, że byliśmy mocno w sytuacji zagubieni. Nie znaliśmy dobrze mechanizmów funkcjonowania misyjnej parafii. Nie znaliśmy problemów tak religijnych, jak i społecznych ludności, do której przyszliśmy (...). To, co nas najbardziej cieszyło, to bardzo przyjazny stosunek ludzi do nas (...). Ludziom bardzo przypadło do gustu, że zaraz po przyjściu do parafii zajęliśmy się chorymi i najbardziej potrzebującymi".

Inny misjonarz, ks. Ryszard Domański SAC uzupełnia:
"Moje pierwsze uczucie w Rwandzie to rozczarowanie. Wiedziałem, że Afryka to niekoniecznie zaraz wielkie tropikalne lasy i zwisające liany, na których widziałoby się małpy, ale to, co zobaczyłem tutaj, to już przechodziło wszelkie pojecie. Żadnej dzikości (...). Rwanda zjawiła mi się jako taka sobie zwyczajna wiejska kraina, tylko że trochę inna niż w Polsce. Do pasji już doprowadziły mnie stada krów, które mijaliśmy w drodze do Butare. Nie, nie - nie do takiej Afryki jechałem (...). Z drugiej jednak strony muszę powiedzieć, że miałem ogromny zapał do pracy i nauki. Byle tylko szybciej i jak najlepiej opanować język, by można było rozpocząć normalną pracę".

Ks. Jan Pałyga SAC w swojej książce "W środku Afryki" podaje jeszcze inne wypowiedzi pierwszych polskich Pallotynów na ziemi rwandyjskiej. Na ich podstawie można stwierdzić dużą rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami misjonarzy a rzeczywistością. Ale po kilku miesiącach nauki języków, poznawaniu kraju i Kościoła rwandyjskiego, a przede wszystkim pokochaniu ludzi, pallotyńscy misjonarze "wsiąknęli" w tamtą rzeczywistość i podejmowali coraz to nowe inicjatywy apostolskie, nie zapominając jednocześnie co jasne było od początku trosce o powołania do stanu kapłańskiego i zakonnego na tamtejszym terenie. W dziele powołań wybitną rolę odegrał w początkach ks. Zenon Bazan SAC. Pallotyni polscy rozpoczęli chrystianizację w Kansi, Mugombwa, Masaka, Ruhango, Gikongoro i Gikondo. Ze wspomnianej książki ks. Pałygi można dowiedzieć się o różnorodnej działalności apostolskiej naszych współbraci, jak również o specyfice pracy w tym kraju w latach 1973 - 1980. Kolejna książka tego autora "Pallotyni w Rwandzie i Zairze" omawia dalsze kolejne 5 lat, a więc lata 1980 - 1985. W styczniu 1984 roku przyjęto misję w Kinoni. w pobliżu wulkanów. Największą jednak inwestycją w tym okresie była budowa drukarni, którą ukończono w 1985 roku. Założono też wydawnictwo "Pallotti Presse". Było to wypełnienie umowy, którą podpisało nasze Stowarzyszenie z Konferencją Episkopatu Rwandy 9 IV 1984 roku. "Konwencja ta - jak napisał 12 IV 1984 roku Nuncjusz Apostolski - jest wzmacniającym dowodem na to, w jakim stopniu Wasze Zgromadzenie świadome jest znaczenia masmediów dla formacji członków i rozwoju Królestwa Bożego. Jest to także konkretny przykład wypełniania waszego charyzmatu w służbie episkopatu Rwandy i w doskonalej z nim zgodzie".

Wielkim wydarzeniem i wielką radością dla dziejów Polskiej Prowincji i dla Delegatury Świętej Rodziny w Rwandzie była uroczystość święceń kapłańskich pierwszego Afrykańczyka ks. Franciszka Harelimany SAC (21 VII 1985). Obecnie (jako pierwszy rdzenny pallotyn) pełni funkcję Przełożonego Regii Św. Rodziny w Rwandzie i Demokratycznej Republice Kongo.

Zakres prac apostolskich podejmowanych przez Pallotynów w Rwandzie był bardzo szeroki. Jedną z cech zasadniczych SAK w tym kraju była zawsze ewangelizacja. Ale najważniejszym zadaniem jest duchowa formacja świeckich, zgodnie z. charyzmatem, przekazanym przez św. Wincentego Pallottiego. W każdej pallotyńskiej parafii są różnorodne grupy apostolskie, za prowadzenie których odpowiedzialni są świeccy animatorzy, zapewniający łączność między społecznością parafialną a księżmi. Wśród świeckich, angażujących się w dziele chrystianizacji, szczególną rolę odgrywają katechiści, którzy pełnią służbę zasadniczą w dziele nawróceń, formacji i pogłębienie wiary.

Istotne apostolstwo, w którym znaczny udział miał ks. Henryk Hoser SAC, kapłan i lekarz zarazem, to duszpasterstwo rodzin. Niepokoił bowiem fakt, że na skutek głębokich przemian w społeczeństwach afrykańskich rodzina jest poważnie zagrożona. Dlatego na wniosek papieskiej Rady do Spraw Rodziny, przy Konferencji Episkopatu, utworzono Radę, do której należał ks. Hoser. Nuncjusz papieski stwierdził, że "Ksiądz Hoser, uprawniony przez swoje naukowe wykształcenie, został zobowiązany do przygotowania planu wychowania do odpowiedzialnego rodzicielstwa w skali ogólnokrajowej (...). Sądzę, że nie omylę się, gdy powiem, że istotnie to w chwili tak charakterystycznej i tak ważnej dla współczesnego społeczeństwa dziedzinie, może realizować się charyzmat Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego".

Po tragicznych wydarzeniach wojny domowej, która rozegrała się w Rwandzie w 1994 roku, u misjonarzy była zdecydowana wola pomocy i solidarności z cierpiącym Kościołem rwandyjskim, która wyrażała się w powrotach na często doszczętnie zrujnowane miejsca pracy apostolskiej. Zostało odbudowane m.in. biskupstwo w diecezji Ruhengeri. Pallotyni stopniowo organizowali od podstaw pracę duszpasterską w tejże diecezji, kompletnie pozbawionej kapłanów. Otaczali opieką duszpasterską pozostawione parafie w sąsiedztwie. Wspierali całe rzesze potrzebujących, sieroty, wdowy, bezdomnych, uciekinierów, więźniów. W tym czasie powstała Caritas Pallotyńska. Dzięki jej działalności wielu uchodźców i powracających do ojczyzny otrzymało dach nad głową, młodzież możliwość dalszego kształcenia, więźniowie pożywienie. Specjalną opieką objęto sieroty. Zainicjowano akcję "Adopcja Serca", polegającą na indywidualnym utrzymywaniu dziecka przez ludzi dobrej woli (m.in. z Polski), które wpłacają raz w miesiącu 15 $. Za tę kwotę dziecko otrzymuje m.in. potrzebną żywność, ubrania, przybory szkolne. Bardzo istotną rolę spełnia też opieka duchowa, która polega na modlitwie w intencji adoptowanego dziecka, utrzymywana korespondencja czy też wysyłane zdjęcia.

Zgodnie ze swoim charyzmatem, Księża Pallotyni od samego początku swojej działalności misyjnej w Rwandzie i w dawnym Zairze, jako swoje pierwszoplanowe zadanie wymieniali stałą formację ludzi świeckich. Dlatego we wszystkich parafiach regularnie odbywają się sesje, szkolenia, rekolekcje oraz spotkania o charakterze formacyjnym. Misjonarze starają się w ten sposób pozyskać jak najwięcej wiernych, zaangażować ich w życie parafialne, tak, aby świeccy pełnili służbę ewangelizacyjną w miejscach, gdzie na co dzień kapłan nie może dotrzeć. Innym niezwykle waznym elementem, stale obecny w pracy duszpasterskiej jest działalność charytatywna na rzecz ubogich. Każda placówka pallotyńska posiada również szkołę alfabetyzacji.

Misjonarze w tych trudnych czasach nie ograniczają się jedynie do pomocy materialnej. Włączają się także w proces odnowy serc zranionych bratobójcza wojną. Aspekt duchowy jest nieodzowny w drodze do nawrócenia: a zatem potrzebna jest modlitwa, adoracja, czytanie Słowa Bożego. Temu procesowi prowadzącemu do nawrócenia służy zaangażowanie pastoralne w parafiach, w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kabuga, Sanktuarium Matki Bożej w Kibeho, jak też przez wydawnictwo katolickie Pallotti-Presse.


Spotkanie młodych w Kibeho

W Rwandzie, dziesięć lat po ludobójstwie, rany są jeszcze często otwarte. Świadoma wyzwań Wspólnota Emanuel, zachęcana przez Kościół, mnoży inicjatywy na rzecz przebaczenia i pokoju. Spotkanie młodzieży w Kibeho było okazją do tego, aby zobaczyć już kilka pięknych owoców tej pracy na długi czas.

Kibeho, symboliczne miejsce dla Rwandy pamiętającej, dziesięć lat później, o strasznym ludobójstwie, którego konsekwencji jeszcze nie zbadano: miejsce, w którym nowe sanktuarium poświęcone Dziewicy objawień graniczy z pomnikiem ku czci ofiar ludobójstwa, gdzie wyeksponowano grozę, aby nigdy się nie powtórzyła!
"Gdybyśmy posłuchali orędzia Maryi z Kibeho, Rwanda nie doświadczyłaby wojny", podkreśla Mgr Jean-Marie Vianney Gahizi, wikariusz generalny Butare, z okazji zgromadzenia młodzieży zwołanego przez Wspólnotę Emanuel.
Alice, młoda studentka z Butare, zwierza się: "Przyjeżdżam tutaj, ponieważ odkryłam, że Jezus i Maryja mnie kochają…". Victor, młody protestant, wtrąca: "W czasie ludobójstwa było tutaj wiele śmiertelnych ofiar. Dzisiaj, radość i braterstwo zastąpiły w Kibeho płacz i cierpienie. To dla mnie znak, że jeśli ludzie są coraz bardziej chrześcijanami, to co się stało, więcej się nie powtórzy!"

Nadzieja dla Rwandy
Patrząc na te tysiące radosnej i żarliwej młodzieży, nie można powstrzymać się od myśli, że jest nadzieja dla Rwandy: nadzieja na pokój, pojednanie i życie.
Jednakże uroczystości upamiętniające 10. rocznicę ludobójstwa pokazały, że rany są wciąż żywe, a współczucie dla całego tego cierpienia jest potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Jednak życie jest silniejsze od śmierci, miłość silniejsza od nienawiści i zemsty.
Oto duszpasterski cel Wspólnoty Emanuel w Kigali: "Wybierz życie!". Ten wybór jest dzisiaj największym wyzwaniem dla Rwandyjczyków. Trzeba porzucić pragnienie zemsty i skierować się ku przebaczeniu i pojednaniu, które są kluczem do uzdrowienia.

Przebaczenie i nawrócenie
Widać tam znaki nadziei: świadkowie przebyli tę drogę światła, a ich świadectwo jest jak apel skierowany do wszystkich mających jeszcze rany z przeszłości i pogrążonych w nienawiści.
Alice jest kobietą Tutsi, która wiele wycierpiała. Jakiś czas po ludobójstwie spotkała Boga i Jemu oddała swoje życie. Pewnego dnia, w czasie adoracji, przychodzi jej do głowy imię "Deo". Przypomina sobie nagle, że chcąc zaspokoić żądzę zemsty niesprawiedliwie zadenuncjowała pewnego Hutu. Nienawidziła wszystkich Hutu. Teraz rozumie, że musi odnaleźć tego człowieka i poprosić go o przebaczenie.
W 2003 r., w czasie tygodnia żałoby narodowej, Alice pragnie przebaczyć, ale powstrzymują ją obrazy ludobójstwa pokazane w telewizji. W 2004 r. jest zdecydowana. Bliscy próbują jej to wyperswadować, pytając, czy nie zwariowała.
Pomimo trudności Alice odnajduje Deo i prosi go o przebaczenie. Deo słucha jej poruszony: "To nie ty mówisz, to sam Jezus! W więzieniu dowiedziałem się, że zadenuncjowały mnie kobiety, chociaż byłem niewinny. W modlitwie zwróciłem się do Jezusa: "Przyjmuję to cierpienie pod jednym warunkiem: że jedna z tych, które mnie zadenuncjowały, poprosi o przebaczenie". Przyszłaś ty, jesteś odpowiedzią Jezusa skierowaną do mnie!"
Są także przypadki nawrócenia w więzieniu. Pewien więzień zaprosił do siebie jedynego członka rodziny, który przeżył. "To ja zamordowałem Twoją rodzinę. Jestem świadomy swojego grzechu. Proszę cię o przebaczenie. Poprosiłem cię do siebie, aby ci pokazać, gdzie leżą ciała, abyś mógł pochować je po chrześcijańsku". Ten, który przeżył, poruszony, odpowiedział: "Pójdę do prokuratora z prośbą, by cię uwolnił". Rzeczywiście, więźniowie, którzy przyznają się do popełnionych przez siebie zbrodnii, mogą być zwolnieni. "Nie" - powiedział więzień - "Zasługuję na karę. Poprosiłem cię o przebaczenie nie po to, aby mnie zwolnili, ale aby wyzwolić swoje serce".
Można by mnożyć znaki nadziei, które pokazują, że w Rwandzie możliwa jest, przy Bożej pomocy, przemiana społeczeństwa w duchu tolerancji i braterstwa.

Zakończmy świadectwem Solange, młodej Tutsi, która ocalała od ludobójstwa.
"W czasie procesu uzdrowienia uwolniłam się od zaciekłej nienawiści do wszystkich Hutu. A Bóg czekał na mnie na zakręcie: zakochałam się w uroczym chłopcu Hutu. Nie było to dla nas łatwe. To prawda, że przebaczyłam Hutu, ale żeby poślubić jednego z nich! Musieliśmy więc przekroczyć wiele barier, tkwiących w nas samych i poza nami. Nasi rodzice byli przeciwni małżeństwu. Postanowiliśmy modlić się codziennie, aż się zgodzą, ponieważ nie chcieliśmy działać wbrew ich woli. Po roku modlitwy, w końcu się zgodzili. Pobierzemy się za kilka tygodni... Hutu czy Tutsi, wszyscy jesteśmy dziećmi Boga! A my jako para będziemy tego żywym dowodem!"

Siła przebaczenia
W czasie ludobójstwa straciłam czterdzieścioro moich bliskich, w tym moją mamę i młodsze rodzeństwo. Wraz z mężem (on jest Hutu, a ja Tutsi) postanowiliśmy powrócić do naszej rodzinnej wioski. Przekroczyliśmy granicę z Kongiem i spotkaliśmy ludzi z mojej wioski, którzy mówili, że moja rodzina została wymordowana. Mijałam nawet ludzi, którzy mieli na sobie ubrania moich rodziców. Modliłam się: "Panie Jezu, ofiarowuję Ci to cierpienie jako zadośćuczynienie za grzeszników (zabójców). Proszę Cię o łaskę takiej miłości, jaką Ty masz".
Niedługo potem zaatakowano obóz dla uchodźców. Ocalonych zawieziono do szpitala leżącego w pobliżu naszego obozu. W każdy piątek wolontariusze z grupy modlitewnej w obozie udawali się do szpitala, aby modlić się i pomagać chorym. Kiedy nadeszła moja kolej, wyznaczono mi przez przypadek chorego, który okazał się być sąsiadem mojego ojca. Bardzo źle się czułam, ponieważ był jednym z tych, którzy zamordowali moich bliskich. Poprosiłam kolegów, aby się za mnie modlili, potem zaczęłam go myć. Robiłam to z nadzwyczajną radością. Zapytałam go, czy mnie poznaje. Odpowiedział, że nie. Odwiedzałam go wielokrotnie i przynosiłam jedzenie aż do chwili, kiedy wyszedł ze szpitala.
Ten mężczyzna zamieszkał potem w obozie położonym bardzo blisko naszego. Pewnego dnia mój mąż zdziwił się widząc, że sąsiad nosi ubrania, a nawet kapelusz teścia. Zapytał: "Po kim to masz?". Callixte odpowiedział: "Po Kamatali". Jakież było jego zdziwienie, kiedy zrozumiał, że pomagała mu córka Kamatali, pomimo wszystkich nieszczęść, jakich jej rodzina doświadczyła z jego powodu. Gościliśmy go u siebie, a on nas zapytał, skąd czerpiemy tę wewnętrzną siłę, która zbliża nas do naszych wrogów. "To Jezus daje mi tę siłę, a Ty też możesz dać Mu swoje serce!" Od tego dnia, przychodził codziennie rano na Mszę św. i na spotkania grupy modlitewnej. Kiedy został repatriowany do Rwandy, spotkał mojego ocalałego ojca i opowiedział mu wszystko, co dla niego zrobiłam. Poprosił o przebaczenie i mój ojciec mu przebaczył. Po pewnym czasie zmarł w spokoju, że zostało mu przebaczone.

[Więcej wydarzeń i artykułów z RWANDY i KONGA...]