ADOPCJA SERCA Aktualności LEKCJA MIŁOŚCI: III PIELGRZYMKA ADOPCJI SERCA DO RWANDY – 2012 r.

LEKCJA MIŁOŚCI: III PIELGRZYMKA ADOPCJI SERCA DO RWANDY – 2012 r.

Nasze spotkanie z Misją Pallotyńską w Rwandzie było jak uderzenie meteorytu, przeżyliśmy je, jako poruszające rekolekcje. Do Adopcji Serca przystąpiliśmy w 2008 roku. Miała to być duchowa kompensata w naszym życiu za dzieci, które straciliśmy jeszcze przed narodzeniem. Nie byliśmy szczególnie emocjonalnie zaangażowani w samo dzieło, wypełnialiśmy swoje obowiązki, jako adopcyjni rodzice na poziomie finansowym, ale nie utrzymywaliśmy szczególnej więzi z naszym adopcyjnym Synem Jean Claudem. Kiedy w trakcie kolejnej wpłaty rocznej odwiedziliśmy stronę sekretariatu Misyjnego, informacja o pielgrzymce była dla nas olśnieniem – jedziemy!
Afryka przywitała nas otwartymi ramionami ks. Stanisława Filipka i jego słowami (wypowiedzianymi w refektarzu w Kabudze wieczorem przy modlitwie kolacji): „Przywiodła Was miłość. Dziękujemy Wam za to. Życzę Wam by ona urosła jeszcze bardziej, gdy będziecie wyjeżdżać.”

Państwo Gackowie z Jean Claudem

Byliśmy zdumieni, bo to wypowiedziane słowo „miłość” rosło w nas z każdym dniem pielgrzymki. Wzrastała ona z każdą chwilą bycia w Rwandzie i obejmowała zarówno umęczoną ludobójstwem rwandyjską ziemię, afrykańską przyrodę, której bogactwem i pięknem byliśmy niezwykle zaskoczeni (w Parku Akagera, w Krainie Wulkanów, nad jeziorem Kivu i wielu innych miejscach), jak i do spotykanych każdego dnia ludzi oraz dzieci, przede wszystkich tych, których przyszło nam przytulić, uściskać i być z nimi. Co wieczór zasypiając pod afrykańskim niebem, zastanawialiśmy się, jakie nowe wraż

enia przyniesie kolejny dzień. Ale to, co spotykaliśmy za każdym razem przerastało nasze wyobrażenia. Dzięki ks. Stanisławowi poznaliśmy historię tego kraju, zrozumieliśmy, na czym tak naprawdę polega adopcja i z jakimi trudnościami zmagają się misjonarze każdego dnia.

Nasza podróż polegała na poznawaniu i dostrzeganiu prawdy. Gdy jeździliśmy od wioski do wioski, przypatrując się ich mieszkańcom zrozumieliśmy, że są to ludzie, którym ktoś na siłę dodał etykietki dzieląc naród na dwa obozy, między którymi zrodziło się, jak to określił ks. Emilian Sigel, „czyste zło”. Zło tak potworne, że odebrało im zarówno życie jak i człowieczeństwo. Po tak strasznych wydarzeniach próbują się podnieść, zapomnieć i żyć dalej. Naprzeciw ich nieszczęściu wychodzą „ludzie Anioły”. Są to misjonarze, siostry zakonne, o których nie sposób mówić bez emocji. Podziwialiśmy odwagę tych ludzi, ich stosunek do prób fałszowania prawdy o Afryce, a w szczególności o Rwandzie. Z trwogą słuchaliśmy o osobistych przeżyciach z czasu ludobójstwa. Podziwialiśmy niesamowitą ufność w to, że „ cały grzech, całe zło tego świata złożone do Grobu Pana Jezusa, zostaje tam zamknięte, nie mamy do niego dostępu, jest ono w rękach Bożego Miłosierdzia, byśmy mogli być tam na zewnątrz, przy stacji XV, przy stacji Chrystusa Żywego (ks. Stanisław w Kabuga).

Ze zdumieniem słuchaliśmy także o pracy i poświęceniu Sióstr od Aniołów. Jest to bezhabitowe zgromadzenie wykształconych kobiet, które nie tylko pomagają kapłanom w ewangelizacji, ale także niosą ulgę w cierpieniu ludziom, prowadząc przychodnie, w tym opiekę nad ciężarnymi matkami oraz pielęgnując w hospicjach chorych na AIDS.

Kolejne spotkanie niezwykle nas wzruszyło. Do jedynego w Rwandzie ośrodka dla niewidomych dzieci prowadzonego przez siostry zakonne Franciszkanki trafiają dzieci także porzucone przez rodziców. Mogą tam uczyć się czytać i pisać, ćwiczą czynności życia codziennego, ale przede wszystkich otoczone są opieką i bezwarunkową miłością sióstr. Z czasem okazuje się, że te niewidome dzieci potrafią więcej niż ich zdrowi rówieśnicy. Dzięki pełnej poświęcenia pracy Siostry Rafaeli, Siostry Jany Marii ci, którzy byli przekleństwem dla rodziny stają się ich błogosławieństwem.

Poczucie obcowania z Bożą Łaską w spotkaniu z wizjonerką Nathalii w Kibeho było kulminacją naszych duchowych rekolekcji. Po tym spotkaniu ogarnęło nas mocne poczucie, że musimy powierzyć Matce Boskiej Słowa z Kibeho wszystkie dzieci adopcyjne, cały kraj i kontynent, gdzie ciągle rozlewana jest krew niewinnych.

Spotkanie z Jean Claudem, naszym adoptowanym synem, było niezwykłe i przyniosło nam wiele radości, bo mieliśmy okazję spędzić razem cały dzień. Nasz syn kończył właśnie szkołę średnią państwowym egzaminem, przed nim trudna decyzja dotycząca przyszłości, ponieważ sama chęć kształcenia wyższego nie wystarcza, potrzebne są duże środki na sfinansowanie dalszej nauki. Mamy ogromną nadzieję, że jeśli wystarczy mu silnej woli, przy naszym wsparciu będzie miał szansę ukończenia studiów, aby mógł być w przyszłości światłem dla tych najbiedniejszych, pośród których dorastał.

Na naszym ostatnim spotkaniu na misji w Kinonii siedmioro dzieci mogło się cieszyć ze spotkania z nowymi rodzicami. Tam także my adoptowaliśmy kolejnego syna 6-latka Jeana Marie Vienney.

Będąc rodzicami adopcyjnymi nie można nie kochać ziemi i kraju, w którym żyją nasze dzieci. Wspomagając je finansowo naszym obowiązkiem jest modlitwa za nie, ich rodziny oraz za opiekę misji pallotyńskiej. Jak mówi ks. Stanisław: „ samo dawanie pieniędzy bez formacji doprowadza do deformacji”. Doświadczyliśmy jak ogromny wysiłek wkładany jest w formację dzieci i młodzieży przez Księży Pallotynów.

Na lotnisku w Kigali ogarnęła nas wielka tęsknota za krajem, który opuszczaliśmy. Mamy ogromne pragnienie, aby tam powrócić z naszymi rodzonymi dziećmi, może pokochają tak mocno Rwandę jak my…

Joanna i Andrzej Gackowie

8.01.2013 r.